Witam,
pobraliśmy się miesiąc temu, wesela nie było-bo go nie chcielismy.
Oboje nie lubimy takich tradycyjnych imprez z kapelą i oczepinami.
Zrobilismy przyjęcie na 35 osob, w restauracji do północy.
Muzyczka grała ze sprzetu, a ludzie świetnie się bawili.
Sala była przytulna, jedzenie pyszne.
Ktoś się wstawił, ktoś śpiewał, wszyscy tańczyli, wybierali repertuar-
niektorzy przyniesli swoje płyty, wiec panowala duza różnorodność muzyczna.
Niczego bym nie zmieniła-było błogosławieństwo(bo zależało na tym rodzicom-to
dla nich duze wzruszenie), bramki na mojej ulicy,ślub w p[rzytulnym wiejskim
kościele,witanie chlebem i solą w restauracji, pierwszy taniec, toast, rzucanie
kieliszkami, krojenie torta i gorzko, gorzko...
Nie było oczepin i rzucania welonem czy bukietem.
Przyjaciele i znajomi byli z nami w kościele, a rodzina na przyjeciu.
Teraz konczymy urzadzać mieszkanie, wiec tych, ktorzy nie byli na przyjęciu
zaprosimy na ogromna parapetówkę.
Zdania rodziny były podzielone-ale tylko przed slubem, gdy juz postawilismy na
swoim, po ślubie wszyscy chwalili nasz wybor.
warto probowac postawic na swoim-choć nie za wszelka ceną i czasem można sie
trochę nagiąc...
p.s.
nielicząc kosztów ubrań całość kosztowała nas 7 tysięcy (alkohol,ślub w
kościele, restauracja, zdjęcia, samochód)...wiec moze lepiej sie zastanowic...
by miec potem co wspominac.